ZERO WASTE - CAŁA PRAWDA
Miało być "zero waste", jest droga gadżetomania. Oto największy absurd nowego trendu na bycie eko, który bardzo mnie oburzył gdy się o nim dowiedziałam.
Zero waste to styl życia polegający na unikaniu marnowania nie tylko jedzenia, ale ogólnie wszystkich produktów - jak np. ubrań, opakowań produktów codziennego użytku. Tak, by mieć jak najmniejszy negatywny wpływ na środowisko. Trend jednak zaczął się komercjalizować, a ludzie - zamiast faktycznie być eko - dorzucają kolejne kamyki do zanieczyszczonego ogródka.
Czy to faktycznie zero waste? Czy kolejna moda której ulegliśmy jako społeczeństwo podatne na konsumpcję?
Czy to faktycznie zero waste? Czy kolejna moda której ulegliśmy jako społeczeństwo podatne na konsumpcję?
To nie tylko hipsterska moda czy dbanie o naszą planetę, ale po prostu praktyczność, oszczędność i logika. Nasze babcie pewnie nawet o tym nie wiedzą, ale są zero waste, bo używając tych samych słoików do robienia weków, są bardziej eko niż my. Młodzi nie dość, że je kupują, to jeszcze bez sensu przepłacają...
Autorka powyższego zdjęcia kupuje słoiki co nie powinno w ogóle mieć miejsca w trendach typu zero waste, ja mam w domu szafkę wypełnioną pustymi słoikami, które po prostu umyłam po zjedzeniu zawartości. Nie raz ratowały sytuację, kiedy trzeba było przechować więcej jedzenia. Mój narzeczony się ze mnie śmieje, ale ja uważam, że robię dobrze magazynując słoiki, zamiast używać jednorazowych plastikowych opakowań w razie potrzeby czy kupowania NOWYCH SŁOIKÓW.
Tam gdzie nowe trendy, tam i nowe firmy
Wielu powie, że to właśnie kapitalizm przyczynił się do zanieczyszczenia środowiska. Nie naprawiamy butów, tylko kupujemy nowe. Sprzęt elektroniczny wymieniamy co sezon. Przez wiele lat nie przejmowaliśmy się odpadami, bo żyjąc w dobrobycie myśleliśmy o tu i teraz. To się na szczęście zmienia. Zdecydowana większość ludzi segreguje śmieci z własnej woli.
Inni idą o krok dalej i nie chcą generować żadnych odpadów. Wyczuły to przedsiębiorcze osoby, które wyszły na przeciw oczekiwaniom konsumentów - biznes od zawsze szedł w parze z modą. I jak grzyby po deszczu pojawiły się w Polsce sklepy oferujące produkty "zero waste" (cudzysłów zamierzony). Można je bez problemu wyszukać w internecie.
Już chyba każdy domyśla się, co jest z nimi nie tak.
W internecie można kupić np. za 15 złotych opakowania aluminiowe na własnoręcznie zrobione kosmetyki, designerskie butelki na wodę za niemal 100 złotych, a za 50 zł - pudełka na drugie śniadanie i bambusowe sztućce. Wszystko oczywiście z etykietką "zero waste", które stało się jakby mylnym synonimem braku plastiku lub biodegradacji (co jest rzecz jasna zaletą).
Temat podchwycili też blogerzy, którzy prezentują ów gadżety. Oczywiście nie wszystkie są faktycznie "zero waste". Np. mata do pieczenia z poniższego filmiku, wydaje się być lepszym rozwiązaniem niż papierowy odpowiednik, który wyrzucamy po praktycznie jednym użyciu.
Mądry zero waste jest prosty i darmowy
Abstrahując od samych horrendalnych cen, to kupując takie produkty, tylko przyczyniamy się do produkcji następnych śmieci. Tymczasem podstawowymi zasadami zero waste są m. in. reusing (ponowne użycie) i recycling, a w domu mamy lub wkrótce będziemy mieć (oczywiście starajmy się to ograniczać) wystarczająco dużo skarbów, które czekają na drugie życie.
Plastikowe butelki, słoiki po ogórkach, torby z marketów. No i te słynne pudełka po lodach na koperek. Mleko się już rozlało, minimalizujmy więc straty i korzystajmy z nich - zupełnie za darmo. Może i nie prezentują się na półce tak jak te ze sklepu, ale nikt nikomu nie broni, by je udekorować.
Warto też znaleźć nowe zastosowania dla starych rzeczy - znoszony t-shirt można użyć jako ścierkę do kurzów lub podłogi. Na marginesie dodam, że osobiście od dawna nie kupuję nowych ubrań, tylko zaopatruję się w lumpeksach.
Kwintesencję absurdu sklepów "zero waste" opisała członkini grupy facebookowej Zero Waste Polska. Poniżej macie cały post, by się nie zmarnował. Są w nim alternatywy dla drogich i bezsensownych gadżetów.
![]() |
Nic dodać, nic ująć•Screen z Facebook.com/groups/zerowastepolska/ |
SPODOBAŁ CI SIĘ POST?
POLUB NA FACEBOOKU I UDOSTĘPNIJ ZNAJOMYM!
tekst oryginalny: bliss.natemat.pl
myślę że w każdej kwestii umiar jest najważniejszy :) lepiej krok po kroku ograniczać plastik, robić listę rzeczy, jakie mi są naprawdę potrzebne, kupować nowe rzeczy tylko jak nie ma wyjścia :) ja np. zawsze mam na zakupy woreczki z firany zrobione przez koleżankę albo też papierowe torby na sypkie rzeczy (np. bakalie), nie kupuję jedzenia na zapas tylko zawsze robię jadłospis na cały tydzień, dzięki czemu nic się nie marnuje, a do tego nie demonizuję plastiku- ma on jednak swoje zalety, jedzenie do pracy noszę od wielu lat w tym samym pojemniki, w nim też mogę grzać jedzenie i je mrozić, więc też jest mniej brudzenia :)
OdpowiedzUsuń